» Małymi krokami do celu: Tottenham - Brighton
-
Ta ostatnia niedziela. Tottenham - Everton.
-
Koniec jest bliski. Chelsea - Tottenham.
-
Pierwszy z trzech finałów. Tottenham - Leeds.
- zobacz więcej wiadomości
Rozgrywki Premier League nabierają co raz szybszego tempa. W środku tygodnia zabieramy Was na kolejną przejażdżkę po Wembley. W środę o 21:00 Tottenham zmierzy się z Brighton Hove Albion.
Już powoli przyzwyczajamy się do zasiadania przed telewizorami w odstępie 2-3 dni by obejrzeć mecz z udziałem angielskiej drużyny. Już nie chodzi o Ligę Mistrzów czy nawet kolejny Puchar "niczego", ale o fakt, że we wtorkowy bądź środowy wieczór możemy odpalić Premier League, czyli to co kochamy najbardziej. Nie skłamiemy jeśli powiemy, że po pogromie ze Stoke, do meczu z Brighton, fani Kogutów podchodzą z uśmiechem na twarzy (w końcu), ale prawdą również nie będzie, jeśli ktoś z tej samej grupy przyzna, że spotkanie to będzie przyjemnym i z góry możemy dopisać 3 oczka podopiecznym Pochettino. Nie możemy, bo w Premier League łatwych meczów nie ma, a przecież tak jak piłkarze Spurs w ostatnim czasie, o tym nie przekonał się chyba nikt.
U naszego najbliższego rywala nie jest kolorowo. Jeśli spojrzymy na ostatnie wyniki angielskich drużyn, to zauważymy, że od Brighton gorsze było jedynie Newcastle. 2 punkty w pięciu ostatnich meczach nie napawa optymizmem. Z drugiej strony jednak, kiedy urywać punkty najlepszym, jeśli nie teraz, gdy natłok wszystkich meczów jest najgorętszy. Przed nami 17. kolejka Premier League i ze wszystkich beniaminków, o Brighton do tej pory było najciszej. Mimo to, Mewy trzymają się stabilnie w środku tabeli. Dokładnie tak, jak zakładali sobie przed startem sezonu.
Z pewnością wiele w tej drużynie zawdzięczać można Pascalowi Grossowi. Były gracz Inglostadt przebojem wdarł się do Anglii, bo kto w sierpniu pomyślałby, że Niemiec będzie kluczową postacią beniaminka z czterema golami i pięcioma asystami na koncie?
Smaczku przed środkowym pojedynkiem dodaje fakt, że drużynę przyjezdnych prowadzi Chris Hughton. Starsi kibice na pewno pamiętają kapitana, który reprezentował barwy Spurs przez sporą większość swojej klubowej kariery i wystąpił w nich aż 297 razy.
Wydaje się, że drużynie Tottenhamu został przywrócony ład i spokój. Po czterech kolejnych meczach bez wygranej, starcie ze Stoke pokazało, że Kane i spółka nie zapomnieli jak gra się w piłkę i można jednak wygrać z rywalem, a co lepsze - wpakować mu nawet 5 goli. Pochettino wrócił do systemu, który często sprawdzał się w poprzednim sezonie, czyli gra czwórką obrońców. Poniekąd spowodowane jest to zawieszeniem Davinsona Sancheza i kontuzją Toby'ego Alderwireld'a, jednak pokazuje to, że sprawdzone środki są najbezpieczniejsze. Podobnie może być w środę. Kolumbijczyk pauzował będzie jeszcze przez 2 mecze, a Belg z kolei do treningów wrócić ma dopiero na początku stycznia.
Co raz pewniej na boisku czuje się Erik Lamela i wiele wskazuje, że Argentyńczyk po długiej nieobecności w końcu dostanie szansę gry od pierwszej minuty. Dla kibiców dobrą wiadomością powinien być również powrót Victora Wanyamy do treningów. Kenijczyk już niebawem powinien być do dyspozycji trenera.
Ostatnio przeciwko sobie grali 3 lata temu. W Pucharze Ligi wówczas lepsze okazały się Koguty, które wygrały 2:0. Z pewnością miło byłoby, gdybyśmy w sobotę do meczu z Manchesterem City podchodzili z takimi dobrymi nastrojami, jak podchodzimy do tego po wygranej ze Stoke. W poprzedniej zapowiedzi pisaliśmy, że limit wpadek został już wykorzystany, zatem nie pozostaje nic innego jak zgarnąć 3 punkty z Mewami.
Przewidywane składy:
Tottenham: Lloris - Aurier, Dier, Vertonghen, Davies - Winks, Dembele - Lamela, Eriksen, Son - Kane
Brighton: Ryan - Bruno, Duffy, Dunk, Suttner - Schelotto, Stephens, Propper, Brown - Gross, Murray
TOTTENHAM HOTSPUR - BRIGHTON HOVE ALBION
Środa, Wembley, 21:00
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Ortopedia w anglii to jakaś masakra jest
Nasz sztab medyczny to parodia, prawie taka jak w arsenalu. Tylko tam dopuścili do gangreny w nodze cazorli. Ale kto to widział żeby Lamela rok się kurował. Zupełnie jak z tymi słynnymi plecami w pierwszym, czy drugim sezonie już się pogubiłem. Zdziwko tylko że Wanyama już trenuje, jak mówili że on out do końca sezonu. Coś za coś najwidoczniej. Szybciej wróci Waynama, za to Alderweireld dłużej. Na Alderweirelda i tak ostatnio sporo ludzi narzekało. Ciekawe co teraz powiedzą?