» (Dziennik Koguta): Wygrana z dreszczykiem, czyli więcej wiary w Tottenham
-
Plotki transferowe - lato 2026
-
Ta ostatnia niedziela. Tottenham - Everton.
-
Koniec jest bliski. Chelsea - Tottenham.
- zobacz więcej wiadomości
Ktoś, kto ogląda mecze Spurs częściej niż kilka razy do roku wie, że tak jak jeden plus jeden równa się dwa, tak spotkań Tottenhamu (będąc emocjonalnie związanym z tą drużyną) nie da się oglądać bez palpitacji serca. Takie są po prostu Koguty.
Pierwszym plusem dzisiejszego dnia, który dostrzegałem od pierwszego gwizdka to atmosfera na stadionie, dobry komentarz (po angielsku). Mimo, że przed telewizorem, to jednak czułem te boiskowe emocje. Całkowite przeciwieństwo spotkania z Palace w czasie którego można było przysnąć. Niektórzy dobrze w fotelu nie zasiedli a już prowadziliśmy 1:0. Później gra była raczej nijaka, widać, że dążyliśmy, choć nie na siłę, do strzelenia kolejnej bramki. Od razu rzuciło mi się w oczy duże niebezpieczeństwo ze strony Sunderlandu. My graliśmy bardzo wysoko, tylko z dwójką zostawioną z tyłu. Goście z kolei grali dwoma mocno wysuniętymi napastnikami. To mogło rodzić problemy, bo gra dwa na dwa jest mocno ryzykowna. Brakowało mi wsparcia dla naszej dwójki stoperów, przy czym raczej nie ze strony bocznych obrońców zaangażowanych w grę ofensywną a co ze strony Stambouliego.
Stracona przez nas bramka raczej z niczego. To najmocniejsza strona Larssona i mimo iż LL wyciągnął się jak struna to nie mógł nic poradzić na fenomenalny strzał z wolnego gracza Czarnych Kotów. Po tym wszystkim ruszyliśmy do przodu. Ataki zostały zintensyfikowane w drugiej połowie, gdzie drużyna gości cofnęła się już maksymalnie (po strzeleniu gola przestała też grać dwoma wysunięty graczami z przodu) i głównie spowalniała grę i większą częścią drużyny zajmowała własne pole karne i jego okolice. Ciężko się było przedrzeć przez te zasieki. Mimo wszystko, gra Tottenhamu mi się podobała. Widać było wolę walki, dążenie do celu, bitwę o każdą piłkę, przyspieszanie gry i ciągłe parcie do przodu. Niestety, ale ciężko się gra, gdy drużyna rywali broni się w sposób podobny do tego jaki prezentował Sunderland. Nieprzypadkowo z Kotami u siebie męczyło się City (strata dwóch bramek), Liverpool (0:0) czy nawet Chelsea (bezbramkowy remis na Stadium of Light). Niemniej w przeciwieństwie do np. meczu z Palace na WHL mieliśmy sytuacje, byliśmy w posiadaniu piłki, oddawaliśmy strzały, których wg statystyk oddaliśmy na bramkę Pantilimona aż 25. I to właśnie w dyspozycji Rumuna upatruję fakt, iż tak długo przyszło nam czekać na wyrównanie. Bramkarz gości spisywał się wyśmienicie i kilka razy popisał się naprawdę dobrymi interwencjami. Niemniej tak jak w zapowiedzi dzisiejszego meczu nie było innej opcji niż „wygramy, wygramy, wygramy”. Na tą wygraną zasłużyliśmy, dalej jesteśmy w grze o LM. Zwycięstwo tym ważniejsze, że swoje mecze wygrali MU i Liverpool, w chwili wysyłania tego tekstu na serwer prowadzi Southampton.
Co można napisać o grze naszych zawodników. Kolejna laurka dla Hugo Llorisa, który nie po raz pierwszy pokazał jak świetny ma refleks i jak mocnym punktem potrafi być. W tym miejscu sugeruję Andrzejowi Twarowskiemu z ekipy C+ oglądać częściej Francuza w akcji. Wtedy zrozumie, że nie jest on gorszy od De Gei czy Courtoisa (o czym napomknął przy okazji meczu z Chelsea). Bardzo dobra gra naszych bocznych obrońców. Walker trochę się gubił w grze z tyłu, ale w grze do przodu obaj defensorzy bardzo dobrze. Co więcej – Danny Rose dla mnie był najlepszym graczem naszej drużyny. Nie popełnił błędu w obronie, a w przodzie grał dużo lepiej niż ustawiony na lewym skrzydle Chadli. Środek pola obrony to „na dwoje babka wróżyła”. Dobra dyspozycja Vertonghena, aczkolwiek i on nie ustrzegł się błędów (żółta kartka za faul będący wynikiem frustracji z nieodgwizdania spalonego), aczkolwiek strzelenie dwóch bramek nieczęsto się zdarza środkowemu obrońcy. Czemu jednak została uznana tylko jedna z nich, tego dzisiaj chyba nie wiedzą sami sędziowie. Wystarczy spojrzeć na poniższy obrazek by się przekonać, że spalonego nie było a biegnący 5 metrów obok Vertsa Chris Foy musiał mieć najwidoczniej zaćmienie umysłu albo myślami był już chyba w szatni. Pewnie pod prysznicem razem z liniowym...

Nasz drugi środkowy obrońca – Eric Dier nie przekonał mnie do siebie. Być może jest to wynik braku zgrania, ale nie było widać pewności w jego grze. Dwa razy się spóźnił i znalazł się za napastnikiem Sunderlandu. Raz w okolicach 25 minuty uprzedził go Fletcher, drugi raz był to Graham, który zmarnował „setkę” dzięki świetnej interwencji naszego kapitana. Podobnie jak Fazio jest także wolny co szczególnie widać w takich meczach jak ten, gdy rywal gra z kontrataku.
W drugiej linii niezła gra do przodu Stambouliego. Widać, że czuje się coraz pewniej, jest niezły technicznie i wie jak te umiejętności wykorzystać. Na tej pozycji wymagałbym jednak od niego przede wszystkim lepszego zabezpieczenia tyłów. A dzisiaj momentami mi go brakowało obok środkowych obrońców. Z meczu na mecz coraz śmielej poczyna sobie także Dembele. Świetnie utrzymuje się przy piłce, widać coraz większą pewność w jego grze. Eriksen dzisiaj również aktywny, widać, że miał ciąg na bramkę. Wydawał się być świeży i wypoczęty i łaknący gry. Strzelony gol był tylko zwieńczeniem jego dobrej postawy w dzisiejszym spotkaniu. Z kolei Chadli zagrał przeciętne zawody. Właściwie jego postawa na WHL odzwierciedla jego formę w tym sezonie. Szału nie robi, choć umiejętności ma duże. Wydaje mi się, że dzisiaj miał zbyt mało miejsca by rozwinąć skrzydła. Z przodu aktywny tradycyjnie Harry, choć momentami wydawał mi się trochę zagubiony. Jemu także ewidentnie brakowało miejsca, poza tym w takim natłoku naszych graczy w okolicach pola karnego nie był jedynym „oczkiem w głowie”. Za to kompletnie zagubiony wydawał się być Soldado. Jemu gra w kontakcie całkowicie przeszkadza, nie umie znaleźć sobie miejsca. A gdy piłka znajdzie się już przy jego nodze to kończy się to jak zawsze...Chyba najsłabszy gracz drużyny w dniu dzisiejszym. Pochwały należą się Mauricio Pochettino, który dokonał ważnych zmian. W drugiej połowie, gdy tylko zobaczył, że postawa Hiszpana z przodu się nie zmienia od razu zmienił go na Adebayora. Ten wydawał się być odczarowany. Również nie miał miejsca, ale widać, że próbował szukać wolnego miejsca i sugerować wrzucanie piłek na jego głowę. Parę razy zagrał ładnie po ziemi na klepkę. Nic szczególnego nie dokonał, ale jeśli będzie wychodził na murawę z takim nastawieniem jak dziś to może być z niego jeszcze pożytek. Może warto by rozważyć wysłanie do Togo Soldado – może wróci odczarowany? Gorzej niż jest w każdym razie nie będzie. Przemyślaną zmianą było także wprowadzenie Townsenda. Gdy z powodu zagęszczenia środka pola Dembele niewiele mógł zdziałać (jedyna próba strzału została zastopowana blokiem), nasz trener chciał rozciągnąć grę na prawe skrzydło i jednocześnie wykorzystać atut szybkości młodego Angola. Efektem tego była strzelona bramka przez Eriksena a Sunderland zginął od broni, którą próbował dzisiaj osiągnąć dobry wynik – czyli kontrataku. Ogólnie postawa drużyny na plus. Nie DUŻY plus, ale taki, który pozwala z wiarą patrzeć w przyszłość. Biorąc pod uwagę kadrę jaką dysponujemy nie jest źle. Życzyłbym innym w tym miejscu (akurat nie sobie) – WIĘCEJ WIARY W TOTTENHAM!!!
Tradycyjnie – oceny angielskich dziennikarzy dla naszych graczy:

Autorem tekstu jest znany Wam użytkownik Tottenham24.pl NoName88, do którego należy również blog "Dziennik Koguta" (kliknij). Jednocześnie informujemy, że nasz serwis rozpoczął stałą współpracę z wyżej wymienionym blogiem.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Głębokie problemy to Ty masz z interpretacją słowa pisanego, bo wszystko bierzesz dosłownie. Trzeba być skończonym kretynem, żeby po tym jak napisałem "raptem kilka minut" przyczepiać się, że 400 to nie kilka. Jak ktoś pisze, że Soldado nic nie strzela to też się oburzasz, że jak to, przecież strzelił z Evertonem?
Gość jest milionerem, kosztował więcej niż swego czasu Modric, mniej wyszli nas Bale i Eriksen razem, zarabia ogromne pieniądze i Ty masz problem z tym, że ktoś go krytykuje. Wyślij mu jeszcze część swojej pensji.
To wyrazy frustracji i głębokich problemów a nie środki stylistyczne....
Fotomontaż widzę raz. Zobaczyłem, uśmiechnąłem się, zapomniałem. Ty o Soldado i Livermoorze piszesz przy każdej nadarzającej się okazji, ciągle w tym samym tonie. I właśnie to staje się nudne.
@Underek: czy Ty cierpisz na jakąś psychozę? Powtarzasz się jakbyś cierpiał na Alzheimera i nie pamiętał o czym pisałeś miesiąc, tydzień, dzień temu. To staje się nudne. A na pewno już nie jest śmieszne. Soldado jest jaki jest i żadne Twoje histeryczne reakcje tego nie zmienią.
Wspominasz grajków pokroju Benta czy Rasiaka, choć nie tak dawno twierdziłeś, ze tamte czasy to prehistoria. Pewnie taka, której nie dane Ci było oglądać. Skończ z tymi żalami, albo przynajmniej raz na jakiś czas napisz coś nowego i konstruktywnego, bo od Twojego biadolenia Soldado nie stanie się Livermoorem.
7 dla Walkera? Gość był przecież dzisiaj tragiczny, a w ofensywie był sabotażystą, wyszło mu jakieś dośrodkowanie?
Nie wiem czy to jakaś poprawność czy co, ale ja bym dał Soldado ocenę JEDEN albo ZERO i adnotację "wypierdolić w stronę słońca". Najbardziej bezproduktywny i bezużyteczny napastnik w historii futbolu. Przy nim Darren Bent to prawdziwy strzelec, David Bentley to sensowny transfer a Pavliuchenko to kandydat do złotej piłki. Już więcej pożytku było z Louisa Sahy. Już Rasiak był lepszym transferem od niego.