» (Dziennik Koguta): Raz na wozie, raz pod wozem, czyli pucharowe szaleństwo za nami

dodał: Radzio dnia: 2015-01-30 19:40:38 komentarzy: 0

 

 

 

Przez ostatni tydzień mój blog był mocno zaniedbany. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu miałem przesyt Tottenhamu. Kumulacja styczniowych spotkań dotknęła chyba nie tylko piłkarzy, ale i mnie. Bynajmniej nie chodzi o to, że odwracam się od drużyny w gorszych chwilach. Od czasu ostatniego "meczowego" wpisu, Spurs rozegrali trzy spotkania. Pierwszy pojedynek z Sheffield United na WHL był bardzo słaby w naszym wykonaniu. Zagraliśmy gorzej niż z Sunderlandem, oddaliśmy mniej strzałów a ekipa "Szabel" parę razy przyzwoicie szarpnęła. Na szczęście strzeliliśmy jedną bramkę, żadnej przy tym nie tracąc.

Trzy dni później pojedynek w Pucharze Anglii z Leicester, również na WHL. Jeszcze nie tak dawno pisałem o tym by odpuścić FA Cup, ale zważywszy na okoliczności tamtej soboty już nie jestem tak bardzo przekonany do własnych słów. Mimo, iż na mecz wyszliśmy składem częściowo rezerwowym to i tak udało się nam jako pierwszym strzelić bramkę. Przy naszym prowadzeniu w tym samym czasie wiele wskazywało na to, że odpadnie z rozgrywek Manchester City. Męczyła się ze swoim rywalem także Chelsea. W związku z tym, iż mecz nie był transmitowany w żadnej z telewizji to ciężko mi o nim cokolwiek napisać. W pomeczowych skrótach widać było jednak, że to Lisy miały więcej klarownych sytuacji, mimo, iż to Koguty miały po swojej stronie wyższy procent posiadania piłki czy liczbę oddanych strzałów. Jak to się już wielokrotnie okazywało, wynik meczu nie musi odzwierciedlać statystyk. Bardzo szybko straciliśmy dwa gole i nastąpiło pożegnanie z Pucharem Anglii. Pierwszy ból z tym odpadnięciem wiąże się z tym, że przegraliśmy wygrany mecz, że prowadząc 1:0 nie potrafimy dowieźć tego wyniku do końca. Drugi ból, nie wiem czy jeszcze nie większy, wiąże się z odpadnięciem trzech drużyn z czołówki tabeli ligi angielskiej. Święci stracili u siebie trzy bramki z Palace, City ulegli na własnych śmieciach drugoligowcowi z Boro. Największą sensacją była jednak klęska (bo jak inaczej nazwać utratę czterech bramek) z drużyną z League Two ekipy Chelsea. I właśnie wobec tego faktu, gdy z pucharem pożegnały się takie trzy drużyny, porażka z Leicester ma szerszy wymiar. Mając wygraną na wyciągnięcie ręki, w dodatku na własnym stadionie, poważnych rywali za burtą tych rozgrywek, odpadnięcie Spurs boli jeszcze bardziej. I podobnie jak jeden ze znajomych fanów Tottenhamu uważam, iż chyba dobrze się stało, że tego meczu nie dane było mi obejrzeć. Mniej zszarganych nerwów na pewno.

W dniu wczorajszym doszło do rewanżowego spotkania w Pucharze Ligi na stadionie w Sheffield. Tym razem Sky Sports dało możliwość obejrzenia meczu. W dużym deszczu Koguty dawały sobie radę, skutecznie eliminując gospodarzy z gry, którzy kompletnie nie mieli pomysłu jak wrócić do właściwej gry o finał. Rewelacyjna bramka Eriksena była tylko dopełnieniem naszej przyzwoitej postawy. W tym wszystkim nic nie wskazywało na to, że z awansem mogą być jakiekolwiek problemy. Biorąc jednak pod uwagę wydarzenia z soboty, kompletnie nieprzewidywalne sukcesy osiągnięte przez ekipy z niższych lig, nie powinno się lekceważyć rywali. Jednak jak to Tottenham ma w niechlubnym zwyczaju – drużyna nie poszła za ciosem. Już nie wiem czy to kwestia umiejętności, nastawienia i przedwczesnego zachłyśnięcia się wynikiem czy może wynik trenerskich decyzji. Strzelenie kolejnej bramki pewnie ostudziłoby zapały Sheffield, które pewnie dograłoby spotkanie do końca bez większego wysiłku. Jednak to nie Koguty strzeliły następnego gola w tym meczu. Szable w krótkim odstępie czasu zdobyły dwie bramki i zaczęło robić się nerwowo. Każdy wynik końcowy wydawał się być realnym. Najbliżej było do dogrywki (dla przypomnienia: w rozgrywkach Pucharu Ligi bramki strzelone na wyjeździe nie liczą się podwójnie). Na nasze szczęście, tak jak to wielokrotnie w tym sezonie już bywało, nazywając rzecz po imieniu, dupę uratował nam Christian Eriksen, drugi raz w tym spotkaniu wpisując się na listę strzelców. Tym sposobem, nieco szczęśliwie, ekipa Tottenhamu zdobyła awans do finału Pucharu Ligi.

Ostatni pojedynek w rozgrywkach Pucharu Ligi w tym sezonie zostanie rozegrany na stadionie Wembley 1 marca. Wszystko co miało miejsce wcześniej przestanie mieć znaczenie. Styl w jakim awansowaliśmy do półfinału, porażka 0:3 na Stamford Bridge, pięć strzelonych bramek na WHL. Będzie się liczyć dyspozycja dnia, przyda się trochę szczęścia, może strzelona szybko bramka ustawi mecz. A wszystkim graczom i kibicom Tottenhamu chciałoby się życzyć powtórzenia wyniku z 2008 roku. W finale Pucharu Ligi na Wembley pokonaliśmy wówczas Chelsea 2:1. Wprawdzie pięć strzelonych bramek zawsze będzie lepsze niż dwie, ale jeśli dwie mają umożliwić wzniesienie nad głową pucharu przez kapitana naszej drużyny, to niech tak właśnie się stanie. COYS!

 

Autorem tekstu jest znany Wam użytkownik Tottenham24.pl NoName88, do którego należy również blog "Dziennik Koguta" (kliknij). Jednocześnie informujemy, że nasz serwis rozpoczął stałą współpracę z wyżej wymienionym blogiem.

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Brak komentarzy

Sonda serwisowa
Najlepszy transfer sezonu 2023/2024

Timo Werner: 6%
Radu Dragusin: 1%
Giglielmo Vicario: 15%
James Maddison: 15%
Manor Solomon: 2%
Micky van de Ven: 55%
Brennan Johnson: 6%

Wyniki | Archiwum

Zawodnik meczu
Statystyki serwisu

Najnowszy użytkownik: fiwfan08
Strona istnieje od: 5002 dni
Użytkowników online: 0
Gości online: 77
Newsów: 6467
Lista online: