» (Dziennik Koguta): Do you understand, czyli Daniel Levy przy tablicy

dodał: Radzio dnia: 2015-04-25 13:30:17 komentarzy: 12

Dzisiejszy tekst (drugi z cyklu odniesień do treści przeczytanych w innych mediach) został zainspirowany felietonem jednego z redaktorów portalu tottenham24.pl (do przeczytania TUTAJ) a którego bohaterem jest prezes Tottenhamu. Przedstawiona ocena okienka transferowego w wielu aspektach jest zbieżna z moją i poza szczegółami nie mam się czego w niej czepić. Co więcej – chciałbym by mój tekst był niejako uzupełnieniem materiału napisanego przez Underka. Od dłuższego czasu na polskojęzycznych stronach można się spotkać z krytyką Daniela Levy'ego. Większość komentujących uważa ją za uzasadnioną i usprawiedliwioną, podając przy tym szereg działań naszego prezesa potwierdzających tę tezę. Nie zamierzam bronić jego poczynań, a raczej spojrzeć na jego działania i decyzje z nieco innej perspektywy. Bo czym innym jest ocenianie siedząc przed telewizorem czy monitorem a czym innym siedzenie w fotelu prezesa. Bo czy jest tak, jak w swoim felietonie napisał Underek, że „Levy rządzi Tottenhamem twardą ręką, jest w klubie władcą absolutnym, ingeruje w transfery, zwalnia trenerów dla kaprysu i nadaje ton polityce klubu. (...) zdaje się nie odpowiadać przed nikim za swoje działania”?

Z punktu widzenia wieloletniego kibica Spurs, który mieszka w Polsce , nie jest aktywny na anglojęzycznych forach ocena może być nieco inna. Nie mam pojęcia jak kształtuje się prawdziwa polityka klubowa (nie ta przedstawiana za pomocą medialnych szopek), kto podejmuje ostateczne decyzje i dlaczego. A skoro nie wiem co się skąd bierze to nie mam prawa obiektywnie (subiektywnie jest trochę prościej) oceniać Levy'ego. Funkcja pełniona przez naszego prezesa wydaje się dość specyficzna, jeśli odnieść by się do innych klubów z czołówki Premier League. W Chelsea postacią nr 1 jest Mourinho, aczkolwiek ostateczne decyzje i tak podejmuje właściciel klubu. W Manchesterze United centralną osobą w klubie jest trener/menadżer. Przez długie lata był to Ferguson, który wydawał się podejmować najważniejsze decyzje w klubie, dzisiaj jest to LvGaal. Podobny schemat wydaje się działać na „The Emirates”. U „Obywateli” decyzje podejmowane są przez klubowych właścicieli, którzy łożą na utrzymanie klubu grube pieniądze. W Tottenhamie polityka decyzyjna wydaje się nie być domeną ani właściciela klubu ani aktualnego menadżera. Tą osobą jest prezes klubu. W takim układzie wszelkie gromy za niepowodzenia spadają na barki prezesa. To jemu się wypomina nieudane transfery (tak jakby takowych nie „popełniali” najlepsi menadżerowie z Fergusonem i Mourinho na czele). To o nim się pisze, że „zwalnia trenerów dla kaprysu”. Tylko czy aby na pewno? Czy na zwolnienie z klubu nie zasłużyli Jol, Ramos (z czasów sprzed Ligi Mistrzów)? AVB chciano zwalniać dużo wcześniej niż to nastąpiło. To lud chciał igrzysk bez Villasa-Boasa a władca absolutny błagań wysłuchał i go zwolnił. Nie jest bynajmniej tak, że nie dano trenerowi czasu. On go dostał, tyle, że chyba nie wykorzystał go zgodnie z oczekiwaniami. I to nie tylko tymi prezesa (choć tutaj można tylko domniemywać jak one wyglądały), ale przede wszystkim kibiców. Fani nie widzieli poprawy w grze drużyny, do tego doszły niewypały transferowe i stąd odejście AVB. Czy to wina prezesa? O odejściu Redknappa pisałem już swego czasu – Levy nie widział w Harrym osoby, która może wyprowadzić klub na szerokie wody, ma perspektywy rozwoju i długofalową wizję funkcjonowania drużyny (aczkolwiek to tylko moje przypuszczenia). O pracy Redknappa z zasady nie można pisać źle, bo broniły go wyniki. Ale to on sam się zwolnił z klubu w momencie, gdy był gotowy na porzucenie Tottenhamu (bo inaczej tego, w obliczu ważnego kontraktu, nazwać nie można) na rzecz prowadzenia kadry Anglii. To nie Levy chciał się pozbyć Redknappa, tylko Harry chciał zostawić Spurs. I już w tamtym momencie (bo ostatecznie selekcjonerem został kto inny) Levy zaczął się rozglądać za innym menadżerem. Żeby nie siać zamętu w tracie sezonu, poczekał do jego końca i dokonał zmiany. Oberwało mu się za to dość mocno, bo jak wspomniałem wcześniej – Rednkappa broniły wyniki. I tylko w związku z tym to tym złym jest nasz „łysy w okularach”. A wystarczyło że FA „podarowałaby” kadrę Harry'emu to ta ocena mogłaby być zgoła inna. Z trenerskich odejść chyba najbardziej żal mi Tima Sherwooda, którego pozbyto się z klubu nie dlatego, ze nie miał wyników (bo te były nie gorsze niż osiągane dzisiaj), ale dlatego, iż nie ma trenerskiego nazwiska. I o ile były głosy, by Tim został na swoim stanowisku, o tyle przeważały te, które głosiły zatrudnienie kogoś bardziej uznanego w światku (na TOP-ie był przez pewien okres van Gaal). W tym konkretnym przypadku Levy wydaje mi się wykonawcą woli kibiców. Szkoda o tyle duża, iż Sherwood wydaje się być gościem z Kogutem w sercu. Dla niego Tottenham to było coś więcej niż tylko kontrakt menadżerski. I co najwyżej faktu, iż nasz prezes tego nie dostrzegł, najbardziej żałuje jeśli chodzi o personalne decyzje na „naszej górze”.

W kontekście osoby Levy'ego ważna postacią wydaje się być Franco Baldini. Do klubu nie został sprowadzony przez prezesowy kaprys. To AVB postulował o stworzenie funkcji dyrektora sportowego, który byłyby odpowiedzialny m.in. za transfery, po to by on sam mógł się skupić na stronie czysto trenerskiej. Taki Rednkapp wolał robić wszystko sam i stąd do klubu trafiali (nie jestem przekonany, że całkowicie bezinteresownie) zawodnicy, którzy trafić nigdy nie powinni (Gallas, Nelsen, Saha, Pienaar) a którzy dołączyli tylko dlatego, że byli za darmo lub pół-darmo. W tym sprowadzaniu emeryckiego szrotu pozytywnie oceniam tylko przyjście Scotta Parkera, który mimo swoich lat był dość ważną postacią w naszej ekipie. Prezes przychylił się zatem do wniosku AVB i do klubowego sztabu dołączył Baldini. W momencie przyjścia do Tottenhamu ten też był oceniany inaczej niż dzisiaj. Bo teraz mówi się o nim tylko w kontekście nieudanych transferów. A przecież w momencie ich ogłoszenia nikt nie krytykował go za przyjście Soldado czy Lameli. Kto mógł przewidzieć, że ich sprowadzenie okaże się niewypałem? „Dzisiaj” na strukturę klubową narzeka Pochettino, któremu z kolei nie bardzo odpowiada układ z dużymi kompetencjami dyrektora sportowego. Czy to oznacza, że należałoby znowu tą funkcję zlikwidować? Czy prezes z każdym menadżerem ma zmieniać klubową strukturę i mechanizm jej działania? Taki Pochettino wiedział do jakiego klubu trafia i w jaki sposób odbywa się proces decyzyjny. Skoro miał świadomość to nie powinien tego komentować i wylewać żali na to jak się w Spurs dzieje. Jego rolą powinna być opieka nad kadrą zawodniczą, jej odpowiednie przygotowanie. Czy robi to lepiej niż Levy prezesuje? Osobiście śmiem wątpić.

Wreszcie dojdę do bardzo ważnej kwestii – roli Daniela Levy'ego w klubie. Właściciel klubu, Joe Lewis, nie wydaje się być pasjonatem piłki a już na pewno nie Tottenhamu. Nie jest to osoba pokroju Abramowicza czy choćby pani Delii Smith (kto ma szersze pojęcie o lidze angielskiej będzie widział co mam na myśli). Dlatego sam proces decyzyjny jest podejmowany przez osobę wyznaczoną, w tym przypadku Daniela Levy'ego. Czy ktoś z polskich kibiców posiada wiedzę opartą na zasadnych przesłankach a nie domysłach i domniemaniach, o tym jakie są cele prezesa w naszym klubie? Ja uczciwie przyznam – pojęcia nie mam. Mogę tylko zakładać, że Tottenham nie jest klubem w który właściciel ładuje pieniądze (a Joe Lewis posiada majątek liczony w miliardach funtów) i nic z tego nie ma. Tak nie jest, bo Joe Lewis nie jest pasjonatem. Po co mu Tottenham też nie wiem. Być może dla kaprysu, bo inni mają to i on może mieć. A może dlatego, że widzi w tym interes. A jak w każdym biznesie chodzi o to by bilans wyszedł jak najbardziej na plus. I jeśli tak jest w rzeczywistości to Daniel Levy spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Wydawać na transfery nie więcej niż do klubu trafia ze sprzedanych zawodników to nie każdy potrafi. Nasz prezes nie ma portfela Abramowicza czy petrodolarów arabskich szejków. A skoro dostaje do dyspozycji znacznie mniej pieniędzy niż nasi główni konkurenci i to z tej perspektywy winien być oceniany. A od kilku lat Tottenham jest w czołówce ligi angielskiej. Nie na szczycie a w jego pobliżu. Levy nie może wydać lekką ręką 100 milionów tak jak to robią w Chelsea, ManCity czy ManUnited. Tam jak transfer nie wypali to nikt nad tym nie płacze – zawodnika się sprzeda (choćby ze stratą), kupi się nowego. My takiej możliwości po prostu nie mamy. Pozycja Tottenhamu na piłkarskiej mapie Anglii to raczej wynik zdolności naszego prezesa. Już widzę miny Mourinho, van Galla czy trenera City (kimkolwiek by on nie był), gdy ktoś im oznajmia, że mogą kupić zawodników za tyle za ile będą w stanie sprzedać innych. W tamtych klubach działa się inaczej. A wielu kibiców (o ile nie znaczna większość) wymagania ma takie jakbyśmy mieli możliwości tych najlepszych. Nie mamy i chyba mieć nie będziemy. A przynajmniej nie do momentu w którym właścicielem klubu nie zostanie ktoś lub „coś”, dla kogo Tottenham to nie będzie maszynka do zarabiania pieniędzy ale podmiot dzięki któremu będzie się można na świecie wypromować. W takich okolicznościach nawet Daniela Levy'ego będzie się oceniać inaczej niż dzisiaj.

Wielu pewnie będzie oceniać mój tekst jako próbę usilnej obrony naszego prezesa. Jako, że na co dzień w Polsce dużo częściej słychać krytykę poczynań Tottenhamu niż pochwałę klubowych działań, to ja sam staram się zawsze podchodzić do niepopularnych kwestii znacznie spokojniej, z dystansem. Dlatego też próbowałem pokazać naszego prezesa w innym świetle, niż do tej pory był przedstawiany. Może dzięki temu przynajmniej jednostki uświadomią sobie, że to nie on wybiega na boisko i nie on siedzi na trenerskiej ławce. Nie on sprawia, że jeden z drugim optymalną formę mogą co najwyżej na filmach z przeszłości oglądać.

 

 

Autorem tekstu jest znany Wam użytkownik Tottenham24.pl NoName88, do którego należy również blog "Dziennik Koguta" (kliknij). Jednocześnie informujemy, że nasz serwis rozpoczął stałą współpracę z wyżej wymienionym blogiem.

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Autor: Underek Wysłano: 26 kwietnia 2015; 12:26

Drakiur i tu pełna zgoda. Wywalono Clinta i Defoe a to Adebayor powinien odejść :(

odpowiedz
Autor: filus53 Wysłano: 26 kwietnia 2015; 12:17

http://twosources.blogspot.com/ swietne kupony trafione i umieszczone na blogu w postaci skanow ! na dzis kurs 70 i 7 dostepne!

odpowiedz
Autor: Drakiur Wysłano: 26 kwietnia 2015; 01:48

";Defoe, Dempsey i Adebayor to był dobry atak i niepotrzebnie to popsuto."

Skoro dobry atak to znaczy to, że chodzi Ci o okres, kiedy grali razem. A wtedy kiedy grali razem właśnie Adebayor miał żenujący poziom. Przy czym sprzedaży Dempsey'a nie rozumiam tak jak i Ty i zresztą on sam. Kiedyś czytałem wywiad, że nie rozumiał tej decyzji, bo myślał że sezon miał w miarę udany. Ilość bramek i asyst miał porównywalną do Rafy VdV w swoim pierwszym sezonie u nas. Szkoda mi było Clinta. Ale Soldado to nie była zła opcja. Przy czym skończyło się tak, jak skończyło..

odpowiedz
Autor: Underek Wysłano: 25 kwietnia 2015; 23:57

"Mając atak jaki wymieniasz bylibyśmy w takiej samej ciemnej dupie jak teraz. Defoe jest słabszy od Kane'a, Dempsey nigdy nie grał u nas jako klasyczny napastnik a Adebayor jest Adebayorem i gra wtedy kiedy on sam uzna to za stosown"

Defoe jest lepszy od Soldado, Dempsey może z powodzeniem występować na 9 żeby zluzować eksploatowanego Kane'a.

@Drakiur wtedy nie wiedzieliśmy, że Adebayor może osiągnąć tak żenujący poziom. Pytanie dlaczego pozbyto się Clinta i Defoe a nie Szamana?

odpowiedz
Autor: NoName88 Wysłano: 25 kwietnia 2015; 23:10

Holtby nie chciał odchodzić, to jego nie chciano i taka jest różnica między nim a Caulkerem czy Livermoorem, którzy oficjalnie wypowiadali się, że oni chcą grać w 11-stce a Tottenham im tego nie gwarantuje (niby z jakiej racji). A czym jest ambitna walka o miejsce w 11-stce pokazał choćby Kane (ostatnio) czy wcześniej Dawson (skreślany przez AVB oznajmił, ze nie chce odchodzić tylko walczyć o skład - notabene z reguły skutecznie). Jak ktoś nie ma ambicji (jak dwaj wymienieni) to zadowala ich gra w drużynach, których szczytem możliwości wydaje się 12 miejsce w lidze. Abe czy BAE mają w dupie piłkę (tym samym ambicja to pojęcie dla nich w ogóle obce). Ich nie interesuje jakimi są piłkarzami, bo żadnymi już nie będą. Obaj są po 30-stce (Caulker i Live o ładnych pare lat młodsi) i doskonale zdają sobie sprawę, że w piłce już nic nie osiągną. A skoro tak to ważne żeby stan konto się chociaż zgadzał.

Mając atak jaki wymieniasz bylibyśmy w takiej samej ciemnej dupie jak teraz. Defoe jest słabszy od Kane'a, Dempsey nigdy nie grał u nas jako klasyczny napastnik a Adebayor jest Adebayorem i gra wtedy kiedy on sam uzna to za stosowne.

odpowiedz
Autor: Drakiur Wysłano: 25 kwietnia 2015; 22:54

Noo Adebayor w tamtym sezonie gdzie grał z Demspeyem to faktycznie był zajebisty..

Przesadzasz z tym Tadic'em. Może na początku szło mu dobrze, ale w tym roku kalendarzowym koleś nie istnieje.

odpowiedz
Autor: Underek Wysłano: 25 kwietnia 2015; 22:47

"Czuli się za słabi na walkę o miejsce w drużynie. Chcieli grać bez rywalizacji a to na tym poziomie niemożliwe. Dlatego też kupiono zmienników. Dzisiaj co najwyżej się okazuje, że gdyby obaj mieli ambicje i chęć walki o 11-stkę to by się w niej znaleźli. A tak ich priorytetem jest co najwyżej walka o utrzymanie."

Masz dziwne pojęcie ambicji. Dla mnie brakiem ambicji jest to co prezentuje Adebayor czy Ekotto czyli ława/trybuny? Co z tego, lifeisgood, hajs się zgadza. Holtby też Twoim zdaniem nie jest ambitny?

Od początku byłem przeciwny sprowadzeniu Soldado bo po pierwsze był drogi, po drugie stary a po trzecie byłem pewien, że w Anglii da dupy. Chociaż przyznam, spodziewałem się że będzie miał 7-8 bramek w sezonie a nie 1.

Defoe, Dempsey i Adebayor to był dobry atak i niepotrzebnie to popsuto.

odpowiedz
Autor: NoName88 Wysłano: 25 kwietnia 2015; 22:19

Caulker i Livermoore odeszli sami, nikt ich nie wypychał z Tottenhamu na siłę. Czuli się za słabi na walkę o miejsce w drużynie. Chcieli grać bez rywalizacji a to na tym poziomie niemożliwe. Dlatego też kupiono zmienników. Dzisiaj co najwyżej się okazuje, że gdyby obaj mieli ambicje i chęć walki o 11-stkę to by się w niej znaleźli. A tak ich priorytetem jest co najwyżej walka o utrzymanie.
Piszesz: ";po co sprowadzono Soldado". Wierzysz w to co sam tworzysz? Zdecydowana większość kibiców tego oczekiwała, kupna napastnika. Większość była z tego zakupu zadowolona. A to, że nie wyszło to już inna para kaloszy. Ciekawe czy dwa lata temu pisałabyś teksty w stylu: na ch... nam jakiś Soldado, lepszy byłby Pelle....

odpowiedz
Autor: Underek Wysłano: 25 kwietnia 2015; 22:04

No tak, ale ja nigdy nie twierdziłem, że Tottenham to ta sama półka co Chelsea. Nie krytykowałem Levy'ego kiedy sprzątneli nam Williana(to znaczy, transfer powinien być utrzymany w większej tajemnicy, ale to że niebiescy przebili naszą ofertę to coś na co nikt w klubie nie miał wpływu). Nie mam problemu z tym, że nie kupujemy nie wiem Sancheza i Ozila jak Arsenal, albo Fabregasa i Felipe Luisa jak Smerfy. Ale irytuje mnie, że w tym klubie dywizą Levy'ego jest tymczasowość i impulsywność. Twoje zdanie dotyczące Harry'ego znam i tutaj w zasadzie nie ma o czym dyskutować bo obaj napisaliśmy wszystko. Ale czy AVB zasłużył na zwolnienie? Czas pokazał, że niekoniecznie. Piłkarze którzy "zwolnili" swoją słabą grą AVB grali równie słabo u Sherwooda czy teraz u Pocha. Soldado nie strzela, Lamela nie gra w piłkę, Paulinho nie wiadomo co robi i tak dalej. AVB poleciał a kopacze dalej lipa. Sherwood za to zasługuje na same plusy, bo wprowadził Bentaleba i Kane'a, odbudował Szamana z Togo, pewnie gdyby Tim został na ten sezon to nie oddałby Jake'a do Hull. Poch pewnie nie wypełni swojego kontraktu i w przyszłym sezonie wyleci. Moim zdaniem obecne wyniki i tak są ponad stan, w kadrze zespołu jest tylko jeden skrzydłowy, środek pola jest najmniej doświadczony w całej lidze, prawego obrońcy nie ma w kadrze zespołu ani jednego(i tu mega szacunek dla Diera, że nie mając predyspozycji dobrze gra na tej pozycji). Wkurwia mnie strasznie rotacja zawodników w Tottenhamie. Dempsey odpalony po jednym, całkiem niezłym sezonie. Po co sprowadzano Soldado mając Dempsey'a i Defoe. Po co sprowadzano Chiricesa w miejsce Caulkera, Stambouliego w miejsce Jake'a i tak dalej i tak dalej. Najgorsze jest to, że teraz 2-3 lata i Stambouli, Chirices, Capoue znikną a zastąpią ich kolejni podobnej klasy kopacze. Stabilizacja jest ważna, a mi się wydaje że w tym okienku Tottenham zrobił niektóre transfery byle kogoś kupić, nieważne czy potrzebny czy nie.

Aldeweireld, Tadic, Pelle, to gracze których spokojnie mogliśmy pozyskać latem przy naszych możliwościach. Za 11 milionów funtów my kupiliśmy Bena Daviesa, a Święci Ryana Bertranda, a obu dzieli przepaść.

odpowiedz
Autor: NoName88 Wysłano: 25 kwietnia 2015; 19:01

Nie było żadnej tezy a jedynie moje spojrzenie na Levy'ego. Czemu nie porównywałem ze słabszymi? Bo nawet jeśli ci słabsi mają większe wydatki to świadczy tylko o ich słabości. Bo jeśli wydają więcej to ich prezesi/menadżerowei/właściciele są jeszcze gorsi niż Levy, bo ich drużyny są niżej notowane od Tottenhamu.
Do Chelsea nam trochę brakuje pod innym względem: oni kupują na potęgę i od razu wypożyczają. Jak ktoś się sprawdzi to gra w Chelsea, jak nie to nikt nie płacze i taki ktoś odchodzi. Tottenhamu jeszcze długo nie będzie stać na podobne ruchy transferowe. A ich (Chelsea) bilanse transferowe: tylko w sezonie 14/15 wydali mniej niż zarobili na transferach (kilka milionów różnicy), ale w 13/14 na minusie 47 mln a 12/13 na minusie ponad 80 mln (dane w ojro). A Tottenham za ostatnie kilka lat bilans w okolicy zera (podobnie zresztą podawany przez Ciebie jako przykład Everton).

Co do Twojego pomysłu to mi jak najbardziej pasuje => PW

odpowiedz
Autor: Underek Wysłano: 25 kwietnia 2015; 16:02

Odniosę się do przykładów innych klubów. Chelsea już nie wydaje pieniędzy Romka Abramowicza, tylko działa jak my. Kupuje i sprzedaje tak, że bilans wychodzi mniej więcej na 0. Man Utd? To największy klub na świecie, porównanie nie ma wiele sensu. Dlaczego nie porównać sytuacji Tottenhamu z mniejszymi klubami? Nie oczekuję wydawania tyle co United i City, oczekuję wydawania tyle co Everton, West Ham czy durne Leicester! Tak, Lisy są 20mln euro na minusie po transferach Ulloi i Kramarica.

Wpis napisałeś niestety pod tezę, dobierając do niej wygodne argumenty. W moim tekście nie ma ani słowa o Man Utd. Southampton w sezonie 13/14 wydało 40 milionów euro na Osvaldo, Wayname i Lovrena a zyski transferowe to... 4 miliony.

odpowiedz
Autor: Underek Wysłano: 25 kwietnia 2015; 15:50

@Noname całego tekstu jeszcze nie przeczytałem, ale już chcę Ci zaproponować jakąś dłuższą dyskusję w formie np. debaty na jakiś temat, który potem opublikujemy. Myślę, że znając nasze różnice zdań może wyjść ciekawy materiał ;)

odpowiedz
Sonda serwisowa
Najlepszy transfer sezonu 2023/2024

Timo Werner: 6%
Radu Dragusin: 1%
Giglielmo Vicario: 15%
James Maddison: 15%
Manor Solomon: 2%
Micky van de Ven: 55%
Brennan Johnson: 6%

Wyniki | Archiwum

Zawodnik meczu
Statystyki serwisu

Najnowszy użytkownik: fiwfan08
Strona istnieje od: 5002 dni
Użytkowników online: 0
Gości online: 51
Newsów: 6467
Lista online: